Tajemnica ukrzyżowanej kobiety z brodą w polanickim muzeum

Polanickie Muzeum Misyjne Ojców Sercanów kojarzy się raczej z egzotyką - dzika Afryka, tropikalna Ameryka, szamanizm i podobne klimaty. Jest też jednak wielce intrygująca rzeźba związana z regionalnym kultem. Chrześcijańskim, choć aktualnie nieaprobowanym przez władze i hierarchów Kościoła. Mowa o świętej Wilgefortis , postaci z pogranicza historii i legend, wykreślonej z Martyrologium Rzymskiego dopiero w latach ‘60 XX wieku, po ustaleniach Soboru Watykańskiego II.

Święta - znana również jako Kummernis (bądź Kuemmernis), Liberata, Silna Dziewica (łac. “Virgo Fortis”), Hulpe, Ragenfieldis, Wilga, Onkomena, Combre, Starostka czy Frasobliwa - była szczególnie czczona w Luzytanii (region Półwyspu Iberyjskiego), Francji, Czechach i na Ziemi Kłodzkiej. Choć na temat Wilgefortis brakuje źródeł uznanych jednomyślnie za wiarygodne, to we wszystkich ludowych podaniach na jej temat, od Portugalii po Dolny Śląsk, przewijają się te same motywy - przemienienia oblicza kobiety w twarz Chrystusa i męczeńskiej śmierci na krzyżu. Jedna z wersji tej opowieści krążących po Polanicy przedstawia to tak…

W mrocznym średniowieczu, gdzieś wysoko w górach, stał zamek pewnego czeskiego rycerza. Chrześcijanina, walczącego w wyprawach krzyżowych barona, ale niezbyt gorliwego. Miał on 6 urodziwych córek. Najmłodsza, Wilgefortis była z nich najpobożniejsza - dlatego wszyscy spodziewali się, że trafi kiedyś do klasztoru. I rzeczywiście, po powrocie z kolejnej wojny ojciec przekazał ją na służbę Bogu.

Panna uradowała się z tego powodu, lecz niedługo potem baron zmienił zdanie. Zabrał córkę z klasztoru, by wydać ją za jednego ze swoich zaufanych wasali. Błagania Wilgefortis nie zmieniły jego woli, więc dziewczyna uciekła. Zamieszkała w małej leśnej jaskini, gdzie żywiąc się owocami, korzonkami i ziołami, zdobyła wielką wiedzę na ich temat. Zaczęła leczyć ludzi, którzy przychodzili do niej po pomoc. Kiedy ojciec usłyszał wieści o znachorce, natychmiast domyślił się kim ona jest i wysłał po nią sługi. Wilgefortis zdążyła schronić się w klasztorze i złożyć zakonne śluby.

Rycerz nie przejął się tym faktem i kolejny raz siłą wyciągną córkę ze wspólnoty mniszek. Ta jednak nie miała zamiaru wychodzić za mąż, więc została uwięziona w wierzy. Wreszcie baron stracił cierpliwość i w trakcie jednej z uczt nakazał niedoszłemu zięciowi, by udał się do wieży i siłą zaciągnął dziewczynę do łoża. Podpity młodzieniec ochoczo ruszył spełnić rozkaz, ale wrócił jeszcze szybciej, blady i przerażony.

Kiedy rycerz zajrzał do komnaty, ujrzał twarz Wilgefortis zarośniętą gęstą, dorodną brodą. Ta wyjaśniła ojcu, że jest poślubiona Chrystusowi i to sam zbawiciel ocalił ją od hańby, nadając jej własne oblicze. Wściekły baron kazał zamurować drzwi i okna wieży. Leczy gdy usłyszeli o tym ludzie, którym pomagała dziewczyna, zaczęli gromadzić się pod zamkiem i wznosić do niej modły, uznając ją za świętą męczennicę.

Bezsilny rycerz postanowił skończyć z tym raz na zawsze. Rozbił mury więzienia, wyciągnął dziewczynę na zewnątrz i przybił jej dłonie do zawieszonej wysoko belki. Wilgefortis miała zginąć tak jak ten, którego uważała za swojego małżonka. Kiedy już wyzionęła ducha, ojciec kazał zgolić jej brodę przed złożeniem ciała do grobu. Ta jednak błyskawicznie odrastała.

Figurka “świętej” Wilgefortis ze zbiorów polanickiego Muzeum Misyjnego przez wiele lat znajdowała się w Starkówku, w kaplicy św. Floriana. Kościółek od klasztoru sercanów dzieli niespełna 3 kilometry, jednak droga rzeźby do muzeum była wyjątkowo wyboista. Kunsztowny posążek skradziono w latach ‘70, a kiedy po wielu latach udało się go odnaleźć, postać miała urwaną koronę i oszpeconą twarz, co uczyniło ją jeszcze bardziej upiorną*. Dzieło sztuki ze skazą przekazano klasztornej instytucji.

Zdecydowanie lepiej zachowany wizerunek ukrzyżowanej “Silnej Dziewicy” znajduje się również w wambierzyckiej kalwarii. A ściślej to przy stacji pięćdziesiątej siódmej, na południowej ścianie zewnętrznej kaplicy pod wezwaniem Serca Jezusowego, stojącej przy ulicy Ciemnej. Od znanej wszem i wobec bazyliki to ledwie minuta, może dwie spaceru.

* zdjęcie figurki zobaczycie tutaj .

Komentarze (2)

MaThek 22.08.2017 11:29

Kolejny kamyczek do kościelnego ogródka. Cała ta kwestia Kummernis czy Wilgefortis pokazuje, że Kościół to tak naprawdę cyrk na kółkach - byle ciemny lud nie zadawał zbyt wielu pytań przy wciskaniu kolejnej bajeczki, tylko szedł jak stado baranów w jedynym słusznym kierunku i napełniał kieszenie tym, którzy ogłosili się certyfikowanymi pośrednikami w relacjach z Najwyższym. Tyczy się to tak katotalibanu, jak też protestantów, szintoistów, amiszów, prawosławnych, buddystów, muzułmanów - wszystkich wiar tej Ziemi. Amen.

Anonim 23.10.2017 10:23

Jeszcze niedługo okaże się, że kobieta z brodą z Polanicy jest protoplastką Conchity Wurst i innych dragqueen :D

Dodaj komentarz

Nasi partnerzy