Czemu wieża kościoła mariackiego w Gdańsku jest płaska?

Gotycka architektura, zwłaszcza w wydaniu sakralnym ma to do siebie, że niejako z zasady przytłacza obserwatora ogromem i skalą. W przypadku średniowiecznych kościołów, takich jak bazylika Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Gdańsku (budowana w latach 1343-1502), chodziło o dobitne ukazanie potęgi i majestatu Boga. Ale również, jeśli nie przede wszystkim, instytucji Kościoła. Krótko rzecz ujmując: im większa i wyższa świątynia, tym lepszy wywierała efekt.

Skąd zatem stosunkowo niska i spłaszczona główna wieża gdańskiego kościoła mariackiego? Najpewniej chodziło o kwestie budowlane, wytrzymałości i stabilności całej konstrukcji, tudzież jakieś podobne sprawy architektoniczne albo stylowo-estetyczne. Oczywiście lud może i ciemny, ale swoje wie i znalazł swoje własne wytłumaczenie “braku” spiczastej, sięgającej nieba wieżycy. Tak oto powstała legenda o wielkim stolemie - kaszubskim olbrzymie - który potrzebował odpoczynku.

Dawno dawno temu potężne stolemy żyły na Pomorzu razem z ludźmi, jednak jedni i drudzy starali się trzymać od siebie z daleka. Nie było zatem między nimi poważnych konfliktów, ale i żadnej współpracy. Któregoś dnia gdańszczanie postanowili, że zbudują największy na świecie kościół z cegły ¹. Zatrudniono wielu architektów i budowlańców, wypalono całe mnóstwo cegieł i przystąpiono do pracy. Według ambitnych projektów, wieża miała sięgać tak wysoko, jak to tylko możliwe.

Jako że najczęściej mieszkańcy Gdańska osiągali to, co chcieli, po latach żmudnej pracy powstała wreszcie wspaniała świątynia. Kościół mariacki był widoczny już z bardzo daleka, a przecież jeszcze nie przystąpiono do wykańczania wieży. Tymczasem imponującą budowlę dostrzegł jeden ze kaszubskich stolemów - uznany wśród olbrzymów artysta, który akurat wybierał się w daleką, męczącą podróż do dalekich krain za Morzem Bałtyckim. W wielkiej bazylice nie dostrzegł jednak żadnego sacrum, tylko… praktyczny stołek, który pozwoli mu chwilę odpocząć w trakcie wyprawy.

Stolem miał dobre serce, dlatego przed wyruszeniem w drogę zabrał ze sobą podarki dla tych, którzy tak niespodziewanie przygotowali dla niego miejsce na odpoczynek. Olbrzym wziął naręcze kamiennych rzeźb, wśród których najpiękniejsze były gryfy, lwy i rozmaite ptaki, a następnie ruszył w stronę Gdańska. Kiedy ludzie z miasta spostrzegli zbliżającego się giganta, w panice rozpierzchli się do domów. Na budowie kościoła pozostał tylko najważniejszy z mistrzów, który wolał umrzeć w walce, niż ot tak pozwolić potworowi na zniszczenie dzieła jego życia.

Obawy gdańszczan okazały się zdecydowanie przesadzone. Olbrzym stąpał bardzo ostrożnie, żeby nikomu nie zrobić krzywdy i niczego nie zniszczyć… Stolem dotarł wreszcie do niedokończonej bazyliki i przysiadł na wieży jak na drewnianym stołku. Kiedy wreszcie nabrał sił i był gotowy ruszyć dalej, wyjął swoje dzieła sztuki i zaczął rozdawać je ludziom, niejednokrotnie własnoręcznie ozdabiając kamienice w Gdańsku wspaniałymi rzeźbami. Mieszkańcy miasta serdecznie podziękowali niespodziewanemu gościowi, a burmistrz ogłosił, że wieża kościoła mariackiego nie będzie miała strzelistego dachu - po to, żeby stolem mógł wizytować Gdańsk i odpoczywać na stołku-wieży zawsze, kiedy tylko będzie tego potrzebować.


¹ przypomnijmy, że Bazylika Mariacka Wniebowzięcia NMP w Gdańsku to rzeczywiście największa gotycka świątynia ceglana w Europie.

Komentarze (1)

MaThek 24.08.2017 14:52

A ja bym obstawiał, że to z typowo gdańskiego podejścia do pieniędzy. Ambicja i wzniosłe cele swoją drogą, ale jak po 150 latach ktoś podliczył, ile to już kosztowało, pewno mieszczanie wykopali decydujących o budowie z grobów i wyrzucili za mury Gdańska, a prace kazali zakończyć w trybie natychmiastowym [sarcastic mode off].

Dodaj komentarz

Nasi partnerzy